Czy empatia w biznesie to science-fiction?

„Empatia - osobliwe, obosieczne ubezpieczenie społeczne.” Philip K. Dick – „Blade Runner. Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?”

W cyberpunkowej biblii wielbicieli Philipa K. Dicka, „Blade Runnerze”, destylatem człowieczeństwa jest właśnie empatia, czyli umiejętność wczuwania się w stan wewnętrzny drugiej osoby. Tylko test na posiadanie uczuć wyższych umożliwia skuteczne odsianie ludzi od ich doskonałych mechanicznych imitacji, androidów. Niestety, produktem ubocznym testu jest też kwestionowanie człowieczeństwa osób zmagających się z chorobami psychicznymi oraz androidów nowej generacji, które, zgodnie z zaimplantowaną sztuczną pamięcią wierzą (wiedzą?), że są ludźmi.
 
W powieści profetycznego autora ideał empatii degeneruje również w fascynującym równoległym wątku. Dominująca religia, obejmująca Ziemię i skolonizowane planety, ma dzięki spoiwu empatii stworzyć duchową wspólnotę wszystkich istot żywych (tych naprawdę żywych). Seanse empatyczne służą nawiązaniu duchowej i fizycznej więzi z osobą proroka, twórcy religii. Dowodem na to, że jednostka realizuje nakazy wyznania jest sprawowana przez nią opieka nad żywym stworzeniem. Jednak na skażonej Ziemi tylko wąska, bogata elita ma dostęp do prawdziwych zwierząt. Znakomita większość mieszkańców planety zalewa potokami empatii tanie bezkręgowce lub mechaniczne repliki żywych istot. Tak skanalizowana empatia nie może stać się siłą, która stworzy lepszy świat i lepsze społeczeństwo.
 
Kiedy „empatia” w naszym realnym świecie zaczęła przenikać do sfery biznesu i nieśmiało pojawiać się w debacie publicznej jako potencjalny nowy wymiar gospodarki, stało się oczywiste, że aby mogła zagościć tam trwale konieczny jest przełom kulturowy i cywilizacyjny. Jej pierwsi apostołowie byli postrzegani jako, cóż, apostołowie. Bosi i głusi na potrzeby biznesu, który chcieli zbawiać, niedostrzegający wagi celów wpisywanych w wizje firm, w sumie - mało empatyczni… Dzisiaj piewcy empatii i solidarności społecznej powoli zaczynają wkraczać do dyskursu publicznego na równych prawach z tymi, którzy do tej pory niechętnie oddawali im mikrofon. Zazwyczaj jednak przykleja im się łatkę lewaków dążących do obalenia istniejącego porządku społeczno-gospodarczego, na jego zgliszczach pozostawiających, cóż, zgliszcza.
 
Ostrożnie i umiarkowanie formułowany pogląd, że organizacje przyszłości muszą się kierować empatią, staje się jednak coraz bardziej powszechny. Coraz częściej biznes dostrzega, że empatia może być kluczem do efektywnej współpracy biznesowej, że może nieść ze sobą dostęp do zupełnie nowych zasobów kreatywności i innowacyjności. Empatia, w obszarze emocji tuż obok intuicji biznesowej, w połączeniu ze samoświadomością i uważnością (mindfulness) promuje inny, nowy sposób myślenia i otwarty dialog w biznesowych obszarach kapitału społecznego.
 
Podobnie jak w świecie „Blade Runnera”, w biznesie nadal mocno utrzymuje się równoległy pogląd, że empatia w biznesie to luksus, a nie konieczność, wyznacznik prestiżu (stać nas na etyczne postępowanie, ale nie tak zbudowaliśmy naszą potęgę), a nie źródło rzeczywistej, długofalowej przewagi konkurencyjnej. Empatia jednak, razem z zyskującym nowy blask pojęciem solidarności społecznej zdobywa szerokie poparcie struktur innych niż biznesowe.
 
Kibice systemowej empatii widzą dwa podstawowe ryzyka wiążące się z tą nadal relatywnie nową filozofią gospodarczą. Po pierwsze, boimy się, by nie stała się kolejnym przeeksploatowanym i w związku z tym pustym frazesem. Drugie ryzyko jest poważniejsze. Wiąże się z obawą, że zinstytucjonalizowanie i sprocedurowanie empatii w ramach systemowych wdrożeń zabije ją, a w najlepszym razie wypaczy i skompromituje tę szczytną ideę. Ekspertem od takiego fabrykowania śmierci idei jest na przykład biurokracja instytucji europejskich, których cel istnienia jest zgoła przeciwny, a mianowicie tychże idei propagowanie.
 
Może na początek powinniśmy sprawdzić, na ile niesiemy w sobie gotowość do systemowej empatii? Poddajmy się zbiorowo testom empatii rodem z „Blade Runnera”. Będzie bolało tylko wtedy, kiedy okaże się, że jej nie odczuwamy…

 

Martyna Skibińska

Insight Director w Goodbrand / BETTER. Doradca CSR, strateg, autorka programów zaangażowania społecznego dla biznesu

Wcześniej, przez 13 lat copywriterka i szefowa grup kreatywnych agencji reklamowych: Leo Burnett, McCann-Erickson, Bates oraz Young & Rubicam. Anglistka, absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego i University of Kent w Canterbury. Scenarzystka, autorka książek dla dzieci.