Język, który nie zna granic

Rozmowa z Vincenzo di Maria, międzynarodowym ekspertem w dziedzinie codesignu i innowacyjności społecznej.

Zajmujesz się projektowaniem innowacji społecznych. Często sięgasz przy tym po codesign, o którym ostatnio mówi się coraz więcej. W czym tkwi jego siła?

Vincenzo di Maria: Design jest kreatywnym, empatycznym i strategicznym podejściem, które pozwala uczynić pomysły namacalnymi, pozwala na prototypowanie, przygotowanie materiałów. Design mówi więcej niż słowa, dlatego można dzięki niemu silnie zaangażować ludzi w tworzenie pomysłów. Codesign jest międzynarodowym językiem, który nie zna granic. Pozwala porozumieć się ludziom z różnych kręgów kulturowych, mówiącym w różnych językach. To potężne narzędzie, ale jak w przypadku każdego procesu, należy nim zarządzać. Design może być z powodzeniem wykorzystany nawet do ewaluacji efektywności różnego rodzaju przedsięwzięć, badając wpływ w bardziej otwarty i obrazowy sposób, dostępny dla wszystkich. Zamiast tworzyć tabelkę w Excelu, można stworzyć grę, co jest zdecydowanie bardziej atrakcyjne i interesujące dla wielu ludzi. Codesigning to projektowanie wspólnie z ludźmi, a nie tylko dla ludzi.
 
Codesign ma też jednak swoje ograniczenia.
Vincenzo di Maria: Teoretycznie dzięki codesignowi można zaprojektować rozwiązanie praktycznie dla każdego problemu społecznego, musimy jednak zrozumieć kontekst. Niekiedy okazuje się jednak, że dostęp do którejś z grup interesariuszy, które powinny być zaangażowane w proces, nie jest możliwy. I są momenty, że dochodzisz do ściany. W ramach pracy dla „Design against crime”, centrum badań i innowacji społecznych z siedzibą na Akademii Sztuk Pięknych w Londynie (www.designagainstcrime.com), wzięliśmy na tapetę wiele przestępstw, m.in. kradzieże rowerów w Londynie. Rozmawialiśmy z różnymi interesariuszami, z władzami Londynu, przedstawicielami londyńskiego transportu, policją, ludźmi, którzy montują rowery, tymi, którzy tworzą parkingi dla rowerów, użytkownikami rowerów oraz ze złodziejami. Rozmowy ze złodziejami były bardzo inspirujące, ale niezwykle trudne, pojawiło się pytanie, w jaki sposób włączać ich w proces codesigningu rozwiązań, które zmniejszą szanse na kolejne kradzieże. Inny projekt, w który byłem przez chwilę zaangażowany, miał na celu poprawę jakości doświadczeń osób odwiedzających więźniów. Naturalne było, że projektując rozwiązania, chcieliśmy pojechać do więzienia i tam przeprowadzić warsztaty z osadzonymi i ich najbliższymi. Niestety okazało się to niemożliwe. Jedną z kluczowych barier codesigningu może być więc dostęp do użytkowników projektowanego produktu lub usługi bądź innych kluczowych dla kompletności procesu interesariuszy.
 
Jakie narzędzia, metody wykorzystywane w codesign wydają Ci się szczególnie przydatne?
Vincenzo di Maria: W sieci istnieją całe zestawy gotowych narzędzi do pobrania. Prawdą jest jednak to, że większość ludzi, nawet jeśli kupi zestaw narzędzi do naprawy samochodu, nie będzie wiedziała, jak się do tej reperacji zabrać. Najważniejsze nie jest to z jakich narzędzi korzystamy, ale jak z nich korzystamy, chodzi zatem o stan umysłu, o pewne podejście, pewien sposób myślenia, a nie o narzędzia. Każdy projekt jest odrębną historią i wymaga zastosowania innego podejścia. Pewne narzędzia i podejście, które świetnie sprawdziły się w Warszawie, mogą całkowicie nie zagrać np. w Krakowie, bo struktura społeczna wokół projektu jest odmienna. Projektanci starają się tworzyć modele, które będą adaptowalne i będą zawierały pewne stałe elementy, te modele wymagają jednak osadzenia w lokalnym kontekście. Ja często sięgam np. po odgrywanie ról, chętnie wykorzystuję w tym celu ludziki Lego albo Playmobil. We Włoszech wiele osób reaguje na to ze zdziwieniem. – My tu pracujemy, co robisz? – mówią.

W przypadku codesign różne narzędzia i metody mogą być wykorzystywane na różnych etapach prac. Kluczowe jest natomiast, kto zarządza całym procesem, niezwykle istotna jest tu bowiem kwestia własności intelektualnej. Oczekując większego zaangażowania od uczestników procesu, możesz stracić kontrolę nad całością. Tak jest np. w przypadku Wikipedii, która została całkowicie zawłaszczona przez jej użytkowników albo została z taką myślą stworzona. Istotne jest więc znalezienie równowagi pomiędzy wertykalną kontrolą a horyzontalnym zaangażowaniem. Pracując z ludźmi (a nie dla ludzi) trzeba przyjąć odpowiednią postawę, mówić w taki sposób, aby ludzie cię rozumieli, angażować ludzi i nieustająco moderować zachodzące pomiędzy nimi interakcje. Projektując innowacje społeczne, trzeba angażować wszystkich interesariuszy. Czasami, gdy chcemy włączać osoby, które płacą za cały proces, na ich twarzach pojawia się zdziwienie. – Płacę za to, ty jesteś ekspertem, więc dostarcz mi rozwiązanie – mówią. Wtedy odpowiadam: – To tak nie działa, twoja wiedza jest mi potrzebna, żeby zaprojektować ten produkt czy usługę. Gdy powstają innowacje społeczne, kluczowe są orientacja na innych ludzi, eksploracja wielu pomysłów, wizualizacja myślenia, współtworzenie, prototypowanie i myślenie systemowe.
 
Jakie przykłady codesignu zrobiły na Tobie największe wrażenie?
Vincenzo di Maria: Świetnym przykładem codesignu jest Hub. Codesigning jest tam obecny na wielu poziomach. Angażujemy lokalne społeczności we współprojektowanie przestrzeni, w której będziemy razem pracować, to zaangażowanie począwszy od projektowania mebli, a skończywszy na ideach biznesowych opartych na intuicjach i sugestiach ludzi wokół. Wszystkie te elementy spotykają się w jednym ekosystemie. Inny ciekawy przykład codesignu to place zabaw, tworzone wspólnie przez dzieci i ich rodziców ze starych palet albo różnego rodzaju innych przedmiotów z recyclingu. Takie place zabaw są coraz popularniejsze w Wielkiej Brytanii, powstają też w Niemczech. Ich wygląd nieustająco się zmienia, bo każdy może przyjść i coś w nich zmienić.

Pracowałem sporo nad innowacjami mającymi pomóc różnym wykluczonym grupom, np. osobom starszym. Projektując produkty lub usługi dla osób starszych, nie możesz z nimi nie współpracować, bo nie jesteś w stanie zrozumieć, z jakimi problemami borykają się każdego dnia. Jak można np. zaprojektować coś dla osób cierpiących na Alzheimera bez nich? Ci ludzie idą spać i rano nie pamiętają, co się wydarzyło poprzedniego dnia. Muszą być włączeni w proces. Projekt Thinkpublic Alzheimer 100 jest świetnym przykładem codesigningu z Wielkiej Brytanii. W ramach projektu powstały różnego rodzaju nowe produkty i usługi, ułatwiające funkcjonowanie osobom borykającym się z tą chorobą.
 
Z jakimi wyzwaniami i problemami, które mogą być rozwiązane dzięki innowacjom społecznym, mierzy się obecnie Sycylia?
Vincenzo di Maria: W krajach basenu Morza Śródziemnego jest bardzo wiele do zrobienia. Wciąż borykamy się tu z przestarzałą mentalnością, ale mamy nadzieję, że da się to zmienić. Na pewno dużym wyzwaniem jest kwestia zrównoważonej turystyki, którą trzeba rozwijać w sposób mądry. Nie można powiedzieć osobie, która przez 50 lat zajmowała się rolnictwem, że teraz ma to porzucić i zająć się turystyką. Istotnym wyzwaniem jest też kwestia integracji kulturowej. Co miesiąc kolejna fala tysięcy imigrantów przybywa do Europy. Prawdopodobnie połowa z nich zostanie. Jak sobie z tym poradzimy? Wielu Włochów mieszka w wioskach i miasteczkach, które przez lata były jednorodne kulturowo, w których wszyscy wyznawali tę samą religię, mieli ten sam kolor skóry. Nagle to się zmienia. Teraz mówią „Ci ludzie przybywają tu, by kraść naszą pracę”. Tymczasem prawdą jest, że oni przybywają, bo są zdesperowani, bo w ich krajach panują wojny, bieda i dyktatury. Naszym zadaniem jest integracja tych ludzi z naszą kulturą. Istnieją oczywiście burmistrzowie, którzy przekazują imigrantom opuszczone miasta, w których ci imigranci mogą naprawić stare domy, prowadzić swoje małe biznesy, czyli po prostu godnie żyć. Niestety wielu burmistrzów ma zgoła odmienne podejście. Miasteczko, w którym dorastałem i w którym do dziś mieszkają moi rodzice, ma miłą plażę, na której czas chętnie spędzają rodziny z dziećmi. Większość imigrantów przybywających z Afryki trafia na tego typu plaże. Gdy spędzasz niedzielne popołudnie z rodziną i nagle z morza wyłania się łódź z grupą imigrantów, masz do czynienia z wyzwaniem humanitarnym. W 2013 r. na Sycylię przybyło 40 tys. imigrantów, wielu zginęło po drodze. Z drugiej strony wciąż obecne są na Sycylii wpływy mafii. I nie mam na myśli jedynie grup przestępczych, które zabijają i trudnią się nielegalnym biznesem, ale pewną mentalność ludzi, nieustające poczucie, że zawsze jest druga opcja, że można działać na granicy prawa. Już z ust małych dzieci można usłyszeć „Przynajmniej mafia daje nam pracę”. Ale co mają mówić, skoro przez ostatnie lata były eksponowane głównie na telewizję, w której królował Berlusconi. Jest więc wiele do zrobienia. We Włoszech przeżywamy kryzys kulturowy. Przez ostatnie dwa lata mieszkałem w Portugalii, która pomimo tego, że nigdy nie była potęgą ekonomiczną, jest dużo bardziej otwarta niż Włochy. Myślę, że tak samo jest w przypadku Polski. Zarówno w Portugalii jak i w Polsce istnieje znacznie większy potencjał dla innowacji, ludzie są dużo bardziej otwarci na nowe rzeczy, nowe technologie, nowy sposób myślenia.  
 
A jakie problemy społeczne we Włoszech zostały skutecznie rozwiązane dzięki innowacjom społecznym?
Vincenzo di Maria: Przez wiele lat mieszkałem poza Włochami, ostatnio w Portugalii, poprzednio w Wielkiej Brytanii. Staram się przenosić rzeczy, których nauczyłem się na innych rynkach, na włoski grunt. W Hubie w Syrakuzach spotykam się z lokalnymi innowatorami społecznymi. Analizujemy zasoby, jakimi dysponujemy, i staramy się wymyślać rozwiązania. Jednym z naszych marzeń jest np. modernizacja Centri di Prima Accoglienza istniejących wokół naszych miast, które stanowią coś na kształt obozu dla uchodźców i do których przybywają wszyscy imigranci. Niektóre z tych centrów powstały na miejscu byłych targów rybnych albo innego rodzaju niedostosowanych obiektów. Przebywają tam setki, a niekiedy tysiące osób przez ponad miesiąc, nie mając kompletnie nic do roboty, a jedynie czekając na to co ich spotka. Panuje tam podejście oparte głównie na zaangażowaniu wolontariuszy i doraźnej pomocy. My chcemy to zmienić.

Różnica pomiędzy działaniami społecznymi i innowacjami społecznymi polega na tym, że ma miejsce proces. Innowator społeczny nie daje ryby, ani nawet wędki, ale zmienia cały przemysł rybny. W ten sposób możemy przejść od robienia akcji społecznych do kreatywnego wymyślania strategicznych rozwiązań dla problemu. I tu właśnie jest miejsce dla designu. Jednym z wartościowych projektów innowacyjnych społecznie, w którym brałem udział, jest inicjatywa Orto in Campania (www.ortoincampania.it). W centrum handlowym powstał wewnętrzny festiwal recyklingu o nazwie Ri-Festival. W ramach festiwalu recyklingowi poddawano pudełka, szkło, plastiki i inne odpady pochodzące z centrum handlowego. Właściciele centrum nie mogli sobie jedynie poradzić z odpadami organicznymi, pochodzącymi z licznych, usytuowanych w centrum, restauracji. Wpadli więc na pomysł, żeby zrobić z tych resztek kompost. Zamiast płacić firmie zewnętrznej, postanowili zrobić kompost samodzielnie, a następnie wykorzystać go do stworzenia ogrodu. Na parkingu obok centrum powstał ogród warzywny, pojawiło się jednak pytanie, co z tym ogrodem zrobić. Władze centrum zgłosiły się więc do organizacji pozarządowej Slow Food, która w oparciu o zasoby dostępne w ogrodzie zaczęła prowadzić program edukacyjny dla dzieci w wieku szkolnym. Co roku 7 tys. dzieci przyjeżdża do ogrodu i tam bierze udział w warsztatach na temat odpowiedzialnej konsumpcji. W tworzenie materiałów edukacyjnych na potrzeby projektu został zaangażowany lokalny uniwersytet designu. Byłem facylitatorem w procesie tworzenia i produkcji materiałów. Projekt Orto in Campania jest sytuacją win win dla wszystkich zaangażowanych interesariuszy. Zyskało na nim centrum handlowe, bo uczniowie, którzy w tygodniu przyjeżdżali tam na warsztaty, w weekendy chcieli odwiedzić centrum wraz z rodziną. Uczniowie mieli okazję brać udział w ciekawych lekcjach, w niecodziennych warunkach, a edukatorzy ze Slow Food mieli do dyspozycji znacznie bardziej atrakcyjne materiały edukacyjne niż tradycyjne fotokopie. Studenci szkoły design natomiast mogli zyskać doświadczenie pracy w prawdziwym projekcie. Wreszcie zyskało też środowisko. Powstała wspólna wartość dla wszystkich interesariuszy. 

Wywiad ukazał się w numerze 12 magazynu CR Navigator poświęconym tematowi innowacji społecznych.

Vincenzo Di Maria

międzynarodowy ekspert w dziedzinie codesign’u i innowacyjności społecznej. Przez ostatnie 10 lat współpracował z instytucjami publicznymi, uniwersytetami oraz agencjami kreatywnymi z Wielkiej Brytanii, Portugalii, Włoch, Hiszpanii. Jest absolwentem Central Saint Martins w Londynie, gdzie prowadzi kursy Service Design Summer. Jest założycielem commonground - kreatywnej społeczności skupiającej ludzi zainteresowanych dostarczaniem pozytywnego wpływu społecznego. Aktualnie mieszka we Włoszech, gdzie współpracuje z HUB Syrakuzy.