Kobiety STEM - cicha rewolucja? - cz. 1

Kwestię obecności kobiet w nauce można bardzo łatwo i szybko strywializować. Od wygłoszenia truizmu – samego w sobie niepoprawnego politycznie, że kobiety nie ustępują nawet na krok mężczyznom w kompetencjach intelektualnych, skończywszy na rozważaniach natury językowej, dlaczego wszyscy mówią „naukowiec”, a nie „naukowczyni”. Refleksje nad tym problemem prowadzą nas jednak dużo dalej – do fascynującego świata kultury, wartości oraz władzy.

Piętno gender?
W 2013 r. na cykliczny konkurs organizowany przez firmę LEGO nadesłana została praca autorstwa geochemiczki dr Ellen Kooijman, której projekt przewidywał wprowadzenie na rynek serii dwunastu figurek kobiet naukowców. Pomysł bardzo spodobał się amerykańskiej organizacji Sojusz Odważnych Dziewczyn, które zamieściły w Internecie petycję do koncernu popierającą pomysł dr Kooijman. Niedługo po tym pod petycją widniało już ponad 40 tys. podpisów. Firma przychyliła się do prośby i w swojej najnowszej kolekcji umieściła trójkę pań naukowczyń: astronomkę, paleontolożkę i chemiczkę.

Decyzja producenta klocków dla dzieci, niezależnie od tego, czy wymuszona czy nie, dobrze ilustruje zachodzący we współczesnym świecie istotny proces zmiany stereotypu społecznej roli kobiety, który jest w nas zaszczepiany od najmłodszych lat. Różowe – niebieskie, lalki – samochodziki, ubranka dla lalek – zestawy małego mechanika itd. Te klisze towarzyszą nam, gdy kupujemy zabawki naszym pociechom. Niejako bezrefleksyjnie kształtujemy dzieci do określonych ról, rozwijamy w nich zainteresowania do takich, a nie innych dziedzin życia, posługując się podświadomie kategoriami „mało męskich” lub „mało kobiecych” zajęć.  

Owe klisze nakładane są także na życie szkolne uczniów. Dziewczynki z góry uważane są za uzdolnione w przedmiotach humanistycznych, a chłopcy w ścisłych. To początkowe ukierunkowanie bardzo wyraźnie przekłada się na wybory na kolejnych etapach budowania kariery.

Władza  
Po delikatnym sfeminizowaniu nowej kolekcji klocków, relacja ilościowa płci wśród figurek LEGO lekko drgnęła – do tej pory płeć piękna stanowiła zaledwie 16 proc. Niestety w rzeczywistym świecie nauki te proporcje są łudząco podobne. W Polsce na wydziałach inżynieryjno-technicznych kobiety stanowią zaledwie 19 proc. ogółu studentów. Na poszczególnych kierunkach sytuacja ta maluje się jeszcze gorzej, np. na elektryce na Politechnice Śląskiej studentki stanowią zaledwie 3,8 proc. ogółu uczących się, a na kierunkach informatycznych w kraju jedna dziewczyna przypada na ok. 10 kolegów z roku.
Stanowiska kierownicze na uczelniach technicznych w Polsce również skupione są w rękach mężczyzn. Według wyników badania Fundacji Edukacyjnej Perspektywy, mamy w kraju obecnie tylko jedną panią rektor (prof. dr hab. Marię Nowacką-Skowron z Politechniki Częstochowskiej), 4 panie prorektor (ok. 6 proc.) oraz 13 pań dziekan (8 proc.). Na jednej trzeciej uczelni technicznych do poziomu dziekana nie znajdziemy ani jednej kobiety.  

Liczby te mogą martwić tym bardziej, że to właśnie od postępu nauk technicznych i informatycznych w znacznej mierze zależy kształt naszej przyszłości. Absolwenci politechnik dzięki swojej wiedzy i umiejętnościom zyskują realny wpływ na rozwój kluczowych sektorów gospodarki globalnej oraz na rozwiązania takich problemów, jak ocieplenie klimatu czy kryzysy w energetyce związane z wyczerpywaniem się zasobów paliw kopalnych.

Nie jest także przypadkiem, że obecnie jedna trzecia prezesów pięciuset największych firm w Polsce (wg zestawienia „Rzeczpospolitej”) to absolwenci kierunków technicznych. 

Wpis jest fragmentem artykułu "Kobiety STEM - cicha rewolucja?", który ukazał się w numerze 14 magazynu CR Navigator.

Michał Bielecki

Research Manager, Better.

Specjalista w zakresie CSR i strategii PR. Redaktor portalu CR Navigator. Absolwent Instytutu Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego, od trzech lat związany z BETTER.