Miasta statutowe?

Pomysły na nowe miasta nie ograniczają się jedynie do sfery architektury czy urbanistyki, ale obejmują także mechanizmy, które mają je tworzyć. W 2009 r. światło dzienne ujrzał intrygujący pomysł prof. Paula Romera.

Ów ekonomista z Uniwersytetu Stanfordzkiego postuluje tworzenie tzw. Miast Statutowych. Ich idea opiera się na budowaniu miast na terytoriach, które w wyniku zawarcia specjalnych umów międzynarodowych zyskiwałyby nowy status. Część terytorium przeznaczonego pod nowe miasto, które lokowane byłoby w państwie biedniejszym, o słabszej dynamice rozwojowej i niższym poziomie cywilizacyjnym, przechodziłoby pod administrację bogatszego państwa. Terytorium o takim statusie prawnym miałoby przyciągać inwestorów, gdyż cena jego ziemi by rosła, a następnie mieszkańców, którzy generując dochód wyższy od pozostałej części kraju biednego (dzięki obcemu kapitałowi), ściągaliby kolejnych osadników. Całość bazuje na tezie, jakoby zmiana ustroju prawnego na bardziej „otwarty” (czy po prostu wypróbowany) przyspieszała rozwój społeczeństw. Dodatkowo łatwiej jest osiągnąć radykalną zmianę prawa na małym terytorium niż w całym kraju. Atutem takiego rozwiązania ma być również danie ludności wyboru ustroju prawnego, pod jakim chcą żyć w ramach jednego terytorium – miałoby to zahamować fale migracji do państw bardziej rozwiniętych i pozwolić na utrzymanie więzi społecznych w ramach danego państwa. Przykładem, na który powołuje się Romer, jest Hongkong, który swój rozwój zawdzięcza w dużej mierze synergii, jaką wytworzyło połączenie brytyjskiego prawa z determinacją znalezienia lepszych warunków życiowych ludności migrującej do tego miasta z Chin. Skojarzenia z kolonializmem? Autor pomysłu się od nich odżegnuje. Twierdzi, że w przeciwieństwie do kolonializmu jego pomysł nie zawiera elementów przymusu.

Pomysł o mały włos byłby się ziścił w Hondurasie. Zainspirowani pomysłem tamtejsi liberalni politycy w 2011 r. uchwalili w parlamencie specjalne prawo, umożliwiające tworzenie miast pod obcą jurysdykcją. Podpisane były już memoranda z konsorcjami i inwestorami, znaleziono nawet państwo, które jurysdykcji by użyczyło (Wielką Brytanię), lecz na drodze do „spełnienia marzeń” stanął Trybunał Konstytucyjny Hondurasu, który ustawodawstwo odrzucił, stwierdzając pogwałcenie zasady integralności terytorialnej. W międzyczasie władze Hondurasu utraciły zaufanie prof. Romera, który miał przewodniczyć specjalnej radzie, wybierającej władze planowanych trzech miast. Zdawało się, że politycy hondurascy przestają zważać na pierwotną ideę i chcą jak najszybciej ściągnąć zyski od inwestorów. Wśród opinii publicznej zaczęło panować przekonanie, że nowe miasta będą własnością prywatną bogatych inwestorów, a nie wspólną jego mieszkańców.

Kalejdoskop form życia, które obserwujemy w miastach, jest nie do pogodzenia z ideą jednego wzoru czy modelu innowacji miejskiej. Kluczową cechą miasta, która wpływa na dobór modelu zarządzania nim, jest lokalność. To w niej zawierają się mentalność mieszkańców, sposoby korzystania z usług publicznych, style życia i wiele innych czynników, które czynią dane miejsce wyjątkowym, unikatowym. Proces tworzenia innowacji miejskiej wymaga zatem szczególnego zmysłu obserwacji, krytycyzmu wobec zastanej rzeczywistości oraz kreatywności w wynajdywaniu nowych rozwiązań. Nie da się też ukryć, że nad każdym rozwiązaniem króluje polityka, która decyduje ostatecznie o kształcie i o wartościach, którym podporządkowane są podejmowane przedsięwzięcia. Także te zupełnie konwencjonalne. 

Michał Bielecki

Research Manager, Better.

Specjalista w zakresie CSR i strategii PR. Redaktor portalu CR Navigator. Absolwent Instytutu Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego, od trzech lat związany z BETTER.