Porto Alegre

Zaczął się sezon na budżety obywatelskie. Kolejne polskie miasta wykrawają wąziutkie kawałki tortu i pozwalają mieszkańcom decydować, na co powinny być wydane ich pieniądze. Dzięki budżetom powstają kolejne place zabaw, siłownie zewnętrzne, czasem remontowane są szkoły, a czasem chodniki.

A wszystko zaczęło się w Porto Alegre. Właśnie w tym brazylijskim mieście co roku odbywają się dyskusje, w których biorą udział tysiące mieszkańców… Właśnie – dyskusje! Bo budżet partycypacyjny nie powinien być plebiscytem, w którym mieszkańcy wyłącznie głosują. Jego pierwotną ideą było przecież włączanie mieszkańców do współdecydowania, do dialogu, dyskusji nad celowością projektów, sieciowania wnioskodawców.

Centrum Rozwiązań Systemowych zaprosiło do Gry o Budżet (http://graobudzet.crs.org.pl/pl/)  kilka dolnośląskich miast – uczestnicy dostali do ręki pliki pieniędzy, usiedli przy wspólnym stole i przekonywali się nawzajem, czy ważniejsza dla miasta jest nowa biblioteka, czy ścieżka rowerowa. Takie rozgrywki wydają się trudne do przeprowadzenia w dużych miastach.

W naszej Pracowni Zrównoważonego Rozwoju bliska jest nam idea Inteligentnych Miast 3.0. Opracowaliśmy informatyczny system zarządzania budżetem obywatelskiego, który ma propagować „prawdziwy BO”, zachęcać mieszkańców do zgłaszania pomysłów, do wymiany opinii, ułatwiać kontakt urzędników z wnioskodawcami (http://www.budzet-obywatelski.org/).  Ale miasta uparcie pytają nas, czy nie możemy zostawić samej platformy do głosowania...

Słyszymy też, że BO cieszy się w jednym czy drugim mieście małą popularnością. 21 osób wrzuciło kartki z głosem do urny w urzędzie miasta. Czy wyobrażacie sobie, że młodzi ludzie (zwykle regulaminy pozwalają głosować po ukończeniu 16 roku życia) gromadnie idą w określonych godzinach do urzędu, wrzucić kartkę, żeby zagłosować na plac zabaw? Jeśli będą mogli zagłosować w środku nocy, we własnym pokoju, ze słuchawkami na uszach, taka szansa znacznie wzrasta. A przy okazji być może w nawyk wejdzie współdecydowanie o własnym mieście (oczywiście, nie wszyscy korzystają z internetu, dlatego możliwość głosowania „analogowego” nadal powinna być dostępna).

Chcielibyśmy, aby budżety partycypacyjne przestały być narzędziem PR prezydentów czy burmistrzów, żeby stanowiły większą część budżetów miast. Ale na to (na razie ;) ) nie mamy wpływu.
 

Dominika Urzędowska

Wiele lat temu postanowiłam porzucić organizacje pozarządowe na zawsze. Miałam dość wulkanów pomysłów, słomianego zapału, braku punktualności i wiecznej walki o pieniądze na projekty. Ta decyzja zbiegła się ze zmianą pracy: z uniwersytetu trafiłam do korporacji… Po kilku latach zdecydowałam się na podyplomowe studia z CSR na Koźmińskim. Razem z kolegą ze studiów założyliśmy Pracownię CSR. Mieliśmy wspólne biuro z jego fundacją, więc chcąc nie chcąc, zaczęłam poprawiać błędy interpunkcyjne w fundacyjnych tekstach, pomagać zdobywać pieniądze na projekty, koordynować imprezy, pilnować terminów… I wsiąkłam. CSR i PZR (fundacja Pracownia Zrównoważonego Rozwoju) mówią o tym samym trochę różnym językiem, trochę inaczej kładą akcenty: zrównoważony rozwój zamiast społecznie odpowiedzialnego biznesu, partycypacja i konsultacje społeczne zamiast dialogu z interesariuszami, do tego odmieniana przez wszystkie przypadki rewitalizacja, budżet obywatelski, przyjazne, zrównoważone miasto. I takie właśnie miasto stało się moją pasją!