Rewitalizujemy!

„Rewitalizacja” to pojęcie nadużywane. Czytamy o rewitalizacji paznokci, garderoby, łazienki, w najlepszym razie – kamienicy. Na takie słowa zżymają się miejscy aktywiści i do znudzenia powtarzają „Rewitalizacja to nie remont!”.

Rewitalizacja jest wielką szansą dla polskich miast i miasteczek na zmniejszenie różnic pomiędzy „najlepszymi” dzielnicami a obszarami zdegradowanymi, na zrównoważony rozwój miejscowości. Z rewitalizacji może skorzystać nie tylko obszar dotknięty kryzysem,  na którym będą prowadzone działania zaprojektowane w gminnych (lokalnych) programach rewitalizacji, ale całe miasto. Żeby tak się stało, konieczne jest sporządzenie rzetelnej analizy obszaru zdegradowanego, rozbudowane konsultacje z mieszkańcami i innymi interesariuszami obszaru, wspólne wypracowanie rozwiązań, które pomogą przywrócić do życia zaniedbane dzielnice.

Obszary zdegradowane wyznaczane są na podstawie wielu wskaźników. Bierze się pod uwagę złej jakości chodniki, rozsypujące się budynki a przede wszystkim kwestie społeczne:  liczbę bezrobotnych zamieszkujących obszar, korzystających z zasiłków, liczbę popełnionych w obszarze przestępstw, dzieci, które nie otrzymały promocji do następnej klasy…

Obszary zdegradowane potrzebują wsparcia ze strony trzech sektorów
Procesem rewitalizacji zarządza samorząd, ma wpływ na to, jakie przedsięwzięcia, inwestycje powstaną, pozyskuje fundusze. Na terenach rewitalizowanych powstaną samorządowe instytucje pomocowe, kulturalne. Mieszkańcy potrzebują tam przede wszystkim miejsc pracy, ale także możliwości spędzania czasu wolnego, przyjaznej, bezpiecznej przestrzeni publicznej, placów zabaw i dobrej edukacji.

Przedstawiciele lokalnego biznesu niechętnie pojawiają się na spotkaniach, niezbyt często biorą udział w konsultacjach, a ich wiedza, doświadczenie i możliwości wydają się nie do przecenienia dla podniesienia jakości życia. Obszary zdegradowane czekają na lepsze warunki mieszkaniowe, miejsca pracy, a także na ciekawe projekty, mądre działania ze strony lokalnych przedsiębiorców i organizacji pozarządowych. Szczególnie ważne wydają się przedsięwzięcia, które wyłonią liderów społecznych spośród mieszkańców obszarów rewitalizowanych.  Mieszkańcy sami muszą zacząć dbać o swoją okolicę. Ale najpierw trzeba im pomóc się tego nauczyć.

Więcej na temat rewitalizacji: TUTAJ
 

Dominika Urzędowska

Wiele lat temu postanowiłam porzucić organizacje pozarządowe na zawsze. Miałam dość wulkanów pomysłów, słomianego zapału, braku punktualności i wiecznej walki o pieniądze na projekty. Ta decyzja zbiegła się ze zmianą pracy: z uniwersytetu trafiłam do korporacji… Po kilku latach zdecydowałam się na podyplomowe studia z CSR na Koźmińskim. Razem z kolegą ze studiów założyliśmy Pracownię CSR. Mieliśmy wspólne biuro z jego fundacją, więc chcąc nie chcąc, zaczęłam poprawiać błędy interpunkcyjne w fundacyjnych tekstach, pomagać zdobywać pieniądze na projekty, koordynować imprezy, pilnować terminów… I wsiąkłam. CSR i PZR (fundacja Pracownia Zrównoważonego Rozwoju) mówią o tym samym trochę różnym językiem, trochę inaczej kładą akcenty: zrównoważony rozwój zamiast społecznie odpowiedzialnego biznesu, partycypacja i konsultacje społeczne zamiast dialogu z interesariuszami, do tego odmieniana przez wszystkie przypadki rewitalizacja, budżet obywatelski, przyjazne, zrównoważone miasto. I takie właśnie miasto stało się moją pasją!