We have to keep looking.

Czyli CSR i firmy rodzinne.

Jakiś czas temu na łamach niniejszej blogosfery profesor Arkadiusz Karwacki, podjął rozważania dotyczące „wiary” i życia po śmierci czyli „Czy CSR is dead?” (zob. CSR i transcendencja). I choć nie były to rozważania teologiczne, być może miały w sobie element „objawienia”. W czym rzecz? Chodzi o dotychczasowe formuły wdrażania społecznej odpowiedzialności w różnych typach organizacji i potrzebę by ustanawiać nowe standardy w tym zakresie i/lub bądź reagować na nowe oczekiwania czy okoliczności. Pytanie brzmi: ustanawiać i postulować nową formułę czy jedynie poszukiwać nowych standardów?

Na czym polega objawienie zawarte w powyższych pytaniach? Otóż moim zdaniem na propozycji zmiany perspektywy. Zanim dojdę do tego na czym ta zmiana moim zdaniem mogłaby polegać i czemu służyć, zacznę od tego co mają z tym wspólnego firmy rodzinne. W ubiegłym roku dość niespodziewanie do drzwi Pracowni Badania Jakości Życia, gdzie mam przyjemność spotykać się z owym „Profesorem od transcendencji” zapukały firmy rodzinne. Rozpoczęliśmy badanie kapitału ludzkiego i społecznego w firmach rodzinnych a mnie w udziale przypadła przyjemność bliższego przyjrzenia się współcześnie działającym firmom rodzinnym.

Im dłużej rozmawiam z właścicielami firm rodzinnym tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że w poszukiwaniu nowych standardów wdrażania społecznej odpowiedzialności biznesu powinniśmy być przede wszystkim jeszcze bardziej uważnymi, otwartymi obserwatorami, i uczyć się od tych, który być może nawet nie mając tego świadomości, realizują działania CSR i z pewnością świetnie im to wychodzi.  Dlatego musimy być bardziej uważni i jeszcze wnikliwiej przyglądać się otaczającej nas rzeczywistości, po to, by uczyć się od tych, którzy społeczną odpowiedzialność biznesu „mają we krwi”, którzy nie muszą swojej strategii w tym obszarze komunikować, spisywać ani tym bardziej tworzyć. Ale co ma z tym wspólnego zmiana perspektywy?
W swoich badaniach spotykam ludzi, którzy pracują z pasję, którzy lubią swoją pracę, dla których zaufanie, lojalność i szacunek, wobec otaczających ludzi to podstawa każdego działania. Ludzi którzy pomagają innym a kiedy ich o to pytam, mówią, że wolą to robić anonimowo, że dyplomy i afisze są nie dla nich.

Jaka nauka z tego dla Nas wypływa?
Na czym polega zmiana perspektywy? Kiedy myślę o społecznej odpowiedzialności biznesu na pierwszy plan wysuwają się pytania o to: jak przekonać firmy do społecznej odpowiedzialności? Być może tkwi w tym jakiś błąd. Może warto się zastanowić nad tym czym różnią się te firmy, które „nie kupują” CSR-u od tych, które go doskonale rozumieją, mimo, iż często nawet nie wiedzą, że działają w oparciu o zasady zrównoważonego rozwoju?

Musimy szukać dalej.
Przenieść punkt ciężkości z koncentracji na tym jak przekonać firmy, że społeczna odpowiedzialność biznesu ma sens, na pytania: jak ma być ona realizowana? Czy musi być komunikowana? Jeśli przestawimy w ten sposób pytanie nagle uświadamiamy sobie być może nowy wymiar społecznej odpowiedzialności biznesu.

Skoro współcześnie rynek pracy to obszar licznych paradoksów (o czym przekonują Nas Anna Kobylińska i Izabela Wiśniewska), a dowodów na to, że bez wymiaru „społecznego” praca pozbawiona jest sensu (dowodów na to nie trzeba długo szukać), być może w poszukiwaniach nowych standardów CSR, powinniśmy oddzielić go od wizerunku.

Proponuję zmienić perspektywę, przestać poszukiwać społecznej odpowiedzialności biznesu w strategiach marketingowych, w działaniach fasadowych, a zacząć myśleć o społecznej odpowiedzialności biznesu i szukać jej tam gdzie nasz wzrok nie sięga tak łatwo i gdzie nie jest ona elementem wizerunku.

Przy całej mojej sympatii do przywołanego we wstępie autora „CSR i transcendencja” nie mogę się zgodzić, że Strategie CSR ugruntowane są w działaniach dużych korporacji wygląda na to, że w wielu firmach rodzinnych ugruntowane są już od bardzo dawna, ani z tym, że CSR to często element strategii PR, bo tam gdzie firmy (w tym przypadku firmy rodzinne) podejmują działania ukierunkowana na realne efekty dla pracowników i otoczenia społecznego nikt nie myśli o tym, by działania te nazywać strategią i opowiadać o nich innym. A zamiast zestawu narzędzi budowania wizerunku, wywoływania zaufania do marki, „stojącej po stronie społeczeństwa”, kreowania lojalność (np. pracowników) mamy odczynienia z realnym zaufaniem i lojalnością, bez których żadna firma (nie tylko rodzinna) nie przetrwałaby tak długo.

Poważne traktowanie kwestii odpowiedzialności w biznesie w przypadku firm rodzinnych to nie sprawa wizerunku, ale przede wszystkim koncentracji na długookresowych relacjach z pracownikami, czasem też z ich rodzinami, odpowiedzialnością za jakość ich życia czasem zdrowia, to koncentracja na relacjach z kontrahentami, społecznością lokalną. Objawienie polega więc na tym, że Ci którzy tą odpowiedzialność rozumieją, szanują i respektują jej zasady bardzo często o tym nie mówią, uważają wręcz, że jest to coś osobistego, czego nie chcą robić pod szyldem firmowym.

Między wizerunkiem a szacunkiem jest przepaść (powiedziałaby że jest to przepaść ontologiczna). Oddziaływania procesów gospodarczych na sferę społeczną są ogromne, kształtują jakość naszego życia, ale to systemy wartości wpływają na zachowania ludzi. Współczesne organizacje czasem bardzo się od siebie różnią, choć otaczające je realia są takie same i być może społecznej odpowiedzialności biznesu nie da się implementować w działaniach rynkowych i procesach gospodarczych ale trzeba dla nich poszukać miejsce w innych sferach.

Spróbujmy zatem zapytać o to, jakie mamy oczekiwania wobec własnej pracy i naszych działań? Między wizerunkiem a zaufaniem jest ogromna różnica. Może potrzebujemy nowych kwantyfikatorów społecznej odpowiedzialności biznesu? Nowej formuły na poszukiwanie społecznej odpowiedzialności biznesu, jej rozumienie i implementowanie.

Moje doświadczenia skłaniają mnie ku tezie, że firmy rodzinne rozumieją na czym polegają działania społecznie odpowiedzialnie, jaką niosą korzyść, co więcej wykorzystują tą wiedzę w działaniach organizacji. Dlaczego nie musimy przekonywać firm rodzinnych do tego typu zachowań? Choć strategie firm rodzinnych nie są dokumentowane, zarządzane i monitorowane, to udaje im się generować kapitał społeczny i zaufanie, które przekładają się na sukces firmy.

Skoro jak pisze dr Agata Rudnicka społeczna odpowiedzialność biznesu to umiejętność tworzenia wielu wartości, nie tylko ekonomicznych to z pewnością gro firm rodzinnych w Polsce doskonale wie jak to robić.
 

Joanna Lajstet

Absolwentka Socjologii UMK w Toruniu, oraz studiów podyplomowych z Programowania i Zastosowania Komputerów na Wydziale Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej UMK. Od 2007 roku zatrudniona w Wydziale Badań i Analiz w Wojewódzkim Urzędzie Pracy w Toruniu a dd 2015 roku doktorantka w Pracowni Badań Jakości Życia Instytucie Socjologii UMK. Badaniami socjologicznymi i społecznymi zajmuję się od 2005 roku. Pierwsze doświadczenia w zakresie realizacji badań społecznych zdobywała w Zespole Realizacji Badań \"Pryzmat\" przy IS UMK. Zawodowo wykorzystuję umiejętności analityczne oraz związane z przetwarzaniem danych w zespole badawczym zajmującym się badaniami pracodawców oraz przedsiębiorczości, m.in. diagnozowaniem i analizowaniem popytu na umiejętności na rynku pracy, aktywizacją zawodową.. W pracy naukowej koncentruje się na relacjach pomiędzy rodziną a aktywnością zawodową oraz tematyką przedsiębiorczości rodzinnej.