Zachód znowu dziki?

Zdaniem Davida Burneya, komisarza w Departamencie Projektowania i Budownictwa Nowego Jorku, współczesne miasta muszą mierzyć się z trzema głównymi problemami: przestarzałą infrastrukturą, zmianami klimatu i postępującą urbanizacją. Bezsilność w poszukiwaniu rozwiązań tychże problemów, która nierzadko dotyczy rządów centralnych, nie musi tyczyć się także miast, które są organizmami mniejszymi, efektywniejszymi i zdolnymi do wypracowywania długoterminowych strategii.

O ile inwestycje w innowacyjną infrastrukturę są obiektem prac ośrodków naukowych i wymagają dużych nakładów kapitału, o tyle czynienie miast bardziej zielonymi i prospołecznymi jest kwestią urbanistyki i politycznej woli do podejmowania potrzebnych działań, nierzadko mało popularnych. Należy do nich m.in. ograniczanie ruchu samochodowego w centrach miast. Jak wynika jednak z badań Jonasa Eliassona, dyrektora Ośrodka Studiów nad Transportem Królewskiego Instytutu Technologii w Szwecji, sprawa „poparcia społecznego” tego rozwiązania nie jest tak jednoznaczna. W Sztokholmie wprowadzono opłaty za wjazd samochodem do centrum w 2006 r. „Myto” w postaci ok. 2 euro było w stanie „przekonać” ok. 20 proc. kierowców do przesiadki do miejskiego transportu. Ta tendencja się utrwaliła. Zmiana nastąpiła również w podejściu opinii publicznej. W momencie wprowadzania reformy 70 proc. mieszkańców miasta było jej przeciwnych. W ciągu 5 lat proporcja ta dokładnie się odwróciła (70 proc. stało się jej zwolennikami), a co więcej, połowa spośród tych, którzy zmienili zdanie, jest przekonana, że wcale zdania nie zmieniła. Dyr. Eliason tłumaczy to zjawisko istotą niestabilności wzorców podróży – osoby przemieszczające się każdego dnia podejmują inne decyzje, a ich droga do celu powoli ulegała drobnym zmianom, coraz bardziej oddalając je od modelu „kierowcy stojącego w korkach”.

Jeszcze bardziej radykalnym rozwiązaniem jest zupełne wyłączanie ruchu samochodowego na niektórych ulicach w centrum miast. Taką politykę odważył się wprowadzić Nowy Jork. Od tego roku Broadway na przestrzeni od 42. do 47. przecznicy jest okresowo udostępniany jedynie pieszym i rowerzystom. Od 2014 r. ulica na tej długości ma zostać wyłączona z ruchu samochodowego na stałe. Już dziś widać rezultaty tych decyzji – powstało 5 nowych placów miejskich (w tym Times Square) tętniących życiem. Pojawiły się nowe kawiarnie, ogródki z parasolami etc. Zazielenianie miasta może odbywać się również w sposób bardzo dosłowny. Przykładem jest akcja władz Nowego Jorku realizowana w partnerstwie z Toyotą, a której celem jest posadzenie wraz z mieszkańcami miliona nowych drzew w granicach miasta. Upiększanie miasta zielenią przybiera również formę partyzantki. Przykładem może być Warszawa i działające w niej nieformalne grupy, takie jak Kwiatki Bratki, Kwiatuchi i kolektyw Siejewmieście. Ich członkowie skrzykują się za pośrednictwem mediów społecznościowych i za własne fundusze obsadzają kwiatami zaniedbane miejskie skwery i donice. Tworzą również tzw. bomby z ziarnami, które „wybuchają” także na mało przyjaznym podłożu dzięki zawartym w nich nawozom.

Są to rozwiązania, które choć są ważne, nadal pozostają punktowe. Większym wyzwaniem jest myślenie w kategoriach całej struktury miasta. Zdaniem Ellen DunhamJones, wykładowczyni na Georgia Institute of Technology, najważniejszym zadaniem, jakie stoi przed amerykańskimi miastami, jest rewitalizacja ich przedmieść. Ślad węglowy mieszkańca przedmieścia jest statystycznie trzy razy większy niż mieszkańca centrum miasta. Wynika to z potrzeby dojeżdżania do pracy (w centrum) oraz architektury domów na przedmieściach, które mają zdecydowanie większą powierzchnię i wymagają wykorzystania większej ilości energii. Co za tym idzie, życie na przedmieściach jest droższe i mniej ekonomiczne. Tanie grunty na przedmieściach i zasada „im dalej od centrum, tym taniej” już dawno przestały bilansować wysokie ceny paliwa i energii. Rewitalizacja ma pomóc uczynić z przedmieść jednostki bardziej samowystarczalne. To dzięki niej stare, nieużywane przestrzenie napełniają się życiem, stając się nowymi centrami miejskimi, pełnymi tzw. „trzecich miejsc” (po domu i pracy, miejscami, w których pielęgnujemy więzi społeczne). Najlepszym przykładem są tu upadłe wielkie centra handlowe i ich ogromne parkingi budowane w USA zaraz po wojnie. Obecnie, posiadając bardziej centralne położenie, zamieniają się w galerie sztuki i przestrzenie dla artystów (St. Louis), biblioteki (Denton w Texasie) czy restauracje (Phoenix Arizona). Część z nich jest wyburzana, a w ich miejsce powstają nowe kwartały miasta z budynkami mieszkalnymi i lokalami usługowymi (Mashpee Commons, Cape Cod; Hyattsville; Belmar, Lakewood). Rewitalizowane są również ulice. Znamy ten proces także z naszego polskiego podwórka (np. Krakowskie Przedmieście). Dzięki nadaniu nowego wyglądu, poszerzeniu chodników i rekultywacji zieleni powstają bulwary ściągające nie tylko mieszkańców i turystów, ale także nowy kapitał. Jeszcze bardziej inspirującymi przykładami rewitalizacji są te, w których zdecydowano się na odtworzenie pierwotnego, naturalnego krajobrazu danego miejsca. Tak stało się np. w Minneapolis, gdzie w miejsce niefunkcjonującego centrum handlowego zrekonstruowano stare mokradła. Projekt okazał się strzałem w dziesiątkę, gdyż przyciągnął inwestorów. 

Michał Bielecki

Research Manager, Better.

Specjalista w zakresie CSR i strategii PR. Redaktor portalu CR Navigator. Absolwent Instytutu Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego, od trzech lat związany z BETTER.